Emocje

Mam znów gorszy moment. Siedzę i myślę, ile jestem warta, dlaczego uczucia tak komplikują życie i czy doświadczenia są w stanie zniszczyć nasze najlepsze cechy?

Poznając Kota, nie myślałam. Zupełnie nie brałam pod uwagę, z czym ta znajomość będzie się wiązać. Po prostu popłynęłam... czy wręcz rzuciłam się na głęboką wodę, bez przygotowania, ze wszystkimi moimi emocjami, nadziejami, pragnieniami, obawami, wstydem. Z całą moją naiwnością i ciekawością, prawie dziecięcą. To był duży błąd, bo dla Kota nie miało i nie ma nadal to większego znaczenia - czy jestem w tym na 100 procent, czy tylko na 10. Takich jak ja może mieć ile zechce (i jestem pewna, że ma). Jemu wystarczyłoby moje minimalne zaangażowanie w momentach, kiedy się spotykamy. Poza tym dystans, dystans i jeszcze raz dystans. Tylko to nie byłabym ja (i chyba dosyć nierozsądne byłoby tego ode mnie oczekiwać, znając sytuację). Nie potrafiłam tylko trochę, na pół gwizdka, musiałam wejść w to cała - bardzo przykro się złożyło, że trafiłam na Kota, a nie na kogoś, kogo choć trochę obchodziłoby to, co z siebie daję. Kot tego nie potrzebuje, a już na pewno nie ode mnie. Tak jak napisałam na początku - nie myślałam. Po prostu popłynęłam.
Teraz, kiedy już w tym jestem, sama muszę znaleźć drogę powrotną. Odsunięcie się Kota ode mnie nie pomoże w żaden sposób (co było widać), a tylko rozgniecie na miazgę to wszystko, co włożyłam w tę znajomość. Nie chcę już więcej tak się czuć... naprawdę to był przedsionek piekła.
Nie jestem głupia i prędzej czy później się z tego wyplączę - tylko jak na ironię, potrzebuję go, żeby to osiągnąć. Nie potrafię tego dobrze wytłumaczyć, ale po prostu tak jest. Szkoda, że Kot zdecydował wcześniej za mnie i rozegrał się cały ten dramat.

Pozostaje pytanie - czy w związku z tym co się wydarzyło, ta strona mojej natury uległa zniszczeniu? Czy będę potrafiła ponownie to zrobić, wiedząc już, z jakim ryzykiem się to wiąże? Bardzo nie chciałabym stać się zimna i zdystansowana. Lubiłam siebie ciepłą, ufną i zaangażowaną. Chcę to dać komuś, kto to doceni... i odwdzięczy się tym samym. Mam nadzieję, że jest to wciąż możliwe.

Ech... przytulę się jutro do A. i będzie mi lepiej. Gdybyśmy tak tylko częściej się spotykali... Kiedy jestem z nim, zapominam. Ale nie zadomowił się jeszcze w mojej głowie na tyle, bym myślała o nim całymi dniami.