Nieoczekiwany zwrot akcji

Od czego by tu zacząć...
Weekend w górach był udany. Młodego niestety musiałam po przejściu jakiegoś kilometra znieść z powrotem do domku, bo nagle zaskomlał i podniósł łapę... Ech, nie wiem kiedy się z tego wygrzebiemy.
Poza tym wszystko na plus - chyba razem z wagą, bo dawno tyle nie zjadłam i nie wypiłam, ile przez ten weekend.

Myślałam, że nie pojadę w tym roku na żadne wakacje, ale jednak dało radę coś zorganizować. Wybieram się na... obóz jeździecki :) Udało mi się naprawdę fartem znaleźć miejsce w pasującym mi terminie, bo większość tych obozów jest dla dzieci, a jeśli już udało się znaleźć jakiś dla dorosłych to nie było miejsc. Daaawno temu jeździłam konno, więc jestem bardzo ciekawa jak to wyjdzie, ale też nie mogę się doczekać. Wyjazd pod koniec przyszłego tygodnia, ekstra :)

Wczoraj widziałam się z A., chociaż do teraz mam wątpliwości, czy to naprawdę był on. Nie wiem co się zmieniło tak nagle, ale lekko mówiąc nasza fizyczna relacja popędziła do przodu na szóstym biegu. Większość randki przebiegła jak zwykle - przytulaliśmy się, całowaliśmy, a nawet szliśmy za rękę (bardzo to lubię... nie wiem czemu). Natomiast to, co stało się później było co najmniej nieoczekiwane. Mieliśmy problem z dotarciem do samochodu, bo ciągle zatrzymywaliśmy się na pieszczoty, które już były intensywniejsze niż wcześniej - A. trzymał mnie za pośladki, zsuwał też moje dłonie na swoje... Na opustoszałym już parkingu oparł mnie o samochód i zaczął dotykać jeszcze odważniej. Miałam na sobie sukienkę, wsunął dłoń pod nią, potem pod bieliznę. Ja w tym czasie dotykałam go przez spodnie - co również wyszło z jego inicjatywy, sam położył tam moją dłoń. Generalnie totalne szaleństwo. A. to odsuwał się i próbował opanować, to przylegał znów do mnie - podobno patrzyłam na niego tak, że nie umiał się powstrzymać. A ja... pragnęłam go, ale dopasowałam się do niego, nie wyrywałam się z niczym. Jeszcze nie teraz. Muszę mu zaufać i czuć się w pełni swobodnie. Nie wiem, ile czasu tak spędziliśmy, może pół godziny? Z trudem udało nam się w końcu wsiąść do samochodu, gdzie... kontynuowaliśmy pieszczoty w podobnym tonie. Muszę przyznać, że byłam cholernie podniecona i gdybym to pociągnęła, myślę że mogłoby się skończyć na seksie oralnym, ale ostatecznie A. odpalił samochód i odwiózł mnie do domu. Pomizialiśmy się jeszcze chwilę na do widzenia i rozstaliśmy - oboje podnieceni, z niedosytem i chęcią na więcej. To chyba dobrze wróży :)
Muszę dodać, że było to tak niespodziewane (kurde.. ostatnio mnie przeprosił za pocałunek w szyję..), że byłam kompletnie nieprzygotowana... ale chyba mu to nie przeszkadzało :)

Taaaa... gorąco się ostatnio zrobiło, rzeczywiście.

malalenka 05.08.2017, 22:48

Fakt gorąco się u Ciebie zrobiło